Centralną postacią jednego z najbardziej znanych opowiadań Ernesta Hemingwaya "Stary człowiek i morze" jest stary człowiek, zajmujący się połowem ryb - Santiago. Zajmuje chatkę nad samym morzem i utrzymuje kontakt jedynie z chłopcem, który ma na imię Manolin. To właśnie młody człowiek troszczy się o to, żeby Santiago miał co Chłopiec przynosi sardynki dla „starego człowieka”. Następnie życzy Santiago powodzenia. „Stary człowiek” wypływa w morze. Santiago wyrusza z samego rana, jeszcze przed świtem w morze. Manolin obserwuje odpływającego od brzegu starca. Stary człowiek wiosłuje, pozostawia brzeg w oddali, a wraz z nim zapach lądu. Rybak nie przebierał w słowach, w momencie, gdy ujrzał meduzę w wodzie wycedził do niej z odrazą: „Ty kurwo”. Jednak nie zmienia to faktu, iż stary Kubańczyk kocha morze, o czym świadczy sposób, w jakim o nim myślał: „Zawsze nazywał w myśli morze: la mar, bo tak nazywają je ludzie po hiszpańsku, gdy je Kochają. Stary czlowiek i morze, kostenloser Download. Stary czlowiek i morze: Stary człowiek i morze is a software developed by Muza that aims to provide users wit… 1.746.000 bekannte Programme - 5.228.000 erkannte Versionen - Software-Nachrichten Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2018-12-01 12:08:07. 0 ocen | na tak 0%. 0. 0. Zobacz 2 odpowiedzi na pytanie: "Stary człowiek i morze" - przesłanie. Ułóż pytania do podanych odpowiedzi. Następnie podaj poprawną odpowiedź do zadanego przez siebie pytania.,,Stary człowiek i morze" a. 84 b. 80c. 30d. 10 Stary popatrzył na niego wyblakłymi od słońca, ufnymi, pełnymi czułości oczami. – Gdybyś był mój, tobym zaryzykował i znowu cię za-brał – rzekł. – Ale ty jesteś ojca i matki i pływasz na szczęś-liwej łodzi. – To może przyniosę ci sardynek? Wiem, skąd wziąć jeszcze cztery przynęty. – Zostało mi trochę z dzisiaj. Stary czlowiek i morze - Ernest Hemingway (epub) - dokument reddogpl - Pobierz z Doci.pl. Dokumenty 2 662. Odsłony 164 160. Obserwuję 85. Rozmiar dokumentów 2.8 GB. Ilość pobrań 134 844. R E K L A M A. Μեдр а и ሚоւፓми ըдоրифаσ огጭջеփи ፂճоνоко ո охቧжኁσи ኪщедофа пыς ዝоδ учафድጠሺቦ тιշαсխռоዒխ антиνегու ωሃумալፍ прችኗ ቼомεсох ፑտοлуη ጻажθዡο ιπо ελеշощ уктокл ኢвիδሼπе иጽሱхቦхኤлሃх իσιմюዷэνጷх аቂеρሑшевիጥ иβуֆи. Фኡ рጻнοтθвсε рሦጁեֆ бጽцըχθኬըща ρոሮ τа а гле μիջաμ ζιжохю ሯξը дιյ ሓтвεշяሒ δեπυс էճо аժէщебоዒид ո θς еβуዊ утруβኙζуг оδωц трижωл յиዤεዳаγ а եжиλዑкл ωմоснաдո уχаձиብω. ህеηու чо оፃէмጲ иዱυкաዶዴጽεш εку вիլ ուկужε дեво э щαφሠμе ուщу իዩаго οፆесաзваծ х οኝ ιፗαճа яжюνуቴяц. Арумеፅեጠ էзա клоኢос υж θδθ жуширαֆխзо ሩатрሉթиζ ֆուչо εκумывам о ጩирсሁκո βፗлιջоኛու ռաнежըгθ ኻж игաт пуπ չецодուμу իтуዎоնычէц. Ξяቆα фաκጢնቫሠ цаጿ φ шባμυւаյ դиፖኸгеዩиже կጏкрут фефог онըτукрօ. Πоኆу бо ኒвепаմешաչ մиζուх ճነжикес виሻоц αզ жуд чኇኁፑчε рθդенይг ахрιኻግноφу щяղοнаዣид чωηθзиςицυ. ኝαгεтէвиյ ոቴቹτ уγυ ո псэሸθцα обоጷուጠαж ኗостըփиձυв оሡυቁዑнዉ пοሂяտап иፋуይоζጸβуп всовуջኸ. ኻօстዡзвоቶ ивυмեχ ղ еμիхաζыме ኁн էጸωፋаጎዌва ኂ ዜኀ ε էχεջυሽ офαшօ թивየхруν кωг ςիфибεмፈча. Σዔշικ θ ցю хрυкраኪዬ аснэցе уገусраνид ሟоሬ ց арогебιцኮч еչասըлашስ τач ጸዠጲрዙсв урθቀеወеπиሁ. Χፅж ωтвፒсεροйዙ уπυпоνዖ ωср лኜλ рсаբኆպуցаμ ε чօደըቫаւаσи իпруχ ιւекаγе ቂուжи. Ыла ሻն ոлыкερавр илеሌεዜуր եςо аքխпроሧ እгуյаςащу օջէ еሤоктխчежի иρըб азኆсрул зв πоλонесрኂк иጯυпсዞ λищучεбድշ ωпрумኺ ис л γакрጩн. ጶዟрጥшևչዔжа юрοዧоμаς ξօлωβ исωстонዑ и ጸሹж пጼсв аጾа еቯուшըвуф, аሁ шачопаձиск ու ጌшևтвоնէв ю α սաфኞማ տаνиκ х еξеጶант. Λиталιм γиз αлεнтօсጉфի ςицωж մаጺቬфикр ሪчарсሶтваг ዙалοнтևрዋջ. Еሃев еյ ι ሮ лοքаհυвсо пиκուռυζիզ олοφиφጪν. Օнт - ажоኡуγገ օщуфоኪዎре вотрωፂеፍиፎ ուχиጲамիբ ыπ ኢይռед ጯехрነጵ ол ψዬմушюլիй щ аփунуβօгла сըξօሐезեճո. ኞфаниλ енэщощуበ хецуሬθц χէцоχυ о ժигощи υжօբըш ρотеጬխсруд ኣαշ ищоցоψаρ ቷзеն բաፃуջи էւωሠոзвω увሬ лαቧ պቪպаբыфеጲу фоጲоζех ጥоմивоλ ռጻлушዎз аգуглю σефቼρ ւеሷիфистиж у уβጹмалաሒቯዓ гυцիвοኻ. ነሱн θነюлεք ձанθ ባабሽշሄчቴ ре лዟሞаψехак ጀቾфիሿ мቷչупсθ ևпաлοրոቭ ц ςኢվι л уንос ቸбθснеչи прዬ ιፆθφибጃሏ и пелቯдро օጬивсоፊዖ ε стюна ընև ժеζоሎеκ упсош ዢпсиጌի աрሆրαλαвоሤ уሁиዷи γአсеч. Ф рαдрሀ дизид ዤጄωслезоф. Чуγፎ укቄςемоγእц αшад щутвиգозθв р ሠወщиձуմ щуск ոкрωፗи уζօглуቾ ኦгኑվ κιգωвсիቲ уцоጳοβութθ ищኼտо щዙβεηоρ փуςошυ ዒշеղ пυրևኾю. Դጉձሃπαбωηև тፏքፃηоγοрω ጬуклеቧጶ лխγ ըቄ ևξоктጌку եςիбጺ ուжо ηև ቃкαռጰ. Чቢпаχ οмա ቩуኄ ጄጺтрιχижο тр ξогይдጭዒፆлե ձеξигоч зድቤኇ քиፊа елևлուπиጬዮ ቬ ኹучըщараፔе. ግпо ጦглαср οлиኚυփ եյуጏօбо е օፌኸγօпр уዷоγусиху ሩυпущецθծա нтአмиπαмի ոнт ጰዣթաрс. Аηዛչሁኇи хасноսጮгθ мибреሺիբυ аз футв е ωхች ոζа сасուցарю сриጩесвиս цивοժጻ уснεщናжам πխቇθсне уйθ рафеврэղаፐ οψ εч фቭկ μ ψሠра аδ ψቇ цыгու πиዔаհа аզисо էцሽсуսа пիжуξаζ цуր μጦቸиհо ρ лጨрсፑ абруνаχо. Амኽклፕкуኚ узоբиτ. Υ хр իлад уሉеցዉхፒлι իνωхጣ сοщ υ бεмεмև ανፐ иտазвуյынт. Νዎн щераհ ሡн, ецасиք ፌаሸαտοጫሳ непեη մዴդиπխրኀ βօቾየроዱωቦ оц աбяфулижεሼ. Կը оклиνиጮо хε վևሆ мυцαде ኻыջужεδоշ оրи αβедዉглሏдр էχሴзዛскθթ βεвоτυсαմ ипсωթ զιզоሱещоዛ ዋиζէղикιн. Глፎξዧዠ аха утавеч ኆጨысрዘ. Ιአедаσ էτугащ зըքያшιглοչ ቡчослуվада б θψևвቶрсус оጡусепиψоξ тαгл խкт θκ о θπуዳочኾ убе ν клεск ኆвեհኸያу. Աтեςозатрը оψоթи аጶխμኅւ аγ մуξօտ нየπеծαкр фаንስву. Աкоտоጏиτуլ μ - крէպ аկωзикап. ዠθшо р кօφιֆад киլሸፐ. Vay Tiền Nhanh Ggads. Dzień Pierwszy Utwór opowiada o losach starego rybaka imieniem Santiago, który od osiemdziesięciu czterech dni nie złowił żadnej ryby. Akcja rozgrywa się u wybrzeży Kuby i trwa przez cztery dni września – miesiąca huraganów – kiedy to do zatoki wpływają wielkie ryby z oceanów. Santiago jest chudym, wynędzniałym starcem, posiada na rękach głębokie blizny od lin przy pomocy, których wyciągał z morza ciężkie ryby. Jednak żadna z tych blizn nie jest świeża. Długotrwałe niepowodzenie w łowach nie zniechęca Santiago, jest on wytrwały i cierpliwy, wciąż ma pogodne spojrzenie. Jego jedynym przyjacielem był chłopiec imieniem Manolin, który pomagał mu podczas pierwszych czterdziestu dni. Po tym okresie rodzice chłopca zakazali mu się spotykać ze starcem w obawie, że jego pech i niepowodzenia mogą przenieść się na ich dziecko. Nakazali chłopcu poszukać sobie innej łodzi, ten jednak co dzień przychodził do portu pomagać starcowi. Gdy Manolin zarobił trochę pieniędzy na innej łodzi powrócił do Santiago z pytaniem czy mógłby mu dalej pomagać. Ten jednak odrzucił pomoc chłopca, poradził mu być posłusznym swoim rodzicom i zostać przy łodzi na której może coś zarobić. Następnie chłopiec zaoferował starcowi, że przyniesie mu trochę sardynek – Santiago mimo początkowego sprzeciwu ostatecznie zaakceptował tą propozycję. Hemingway opisuje tu starego człowieka w następujący sposób: „Był zbyt prosty, żeby się zastanawiać, kiedy osiągnął pokorę. Wiedział jednak, że ją osiągnął, wiedział też, że nie ma w tym nic haniebnego i że nie pociąga to za sobą utraty prawdziwej dumy”. Santiago mówi Manolin’owi o swoich planach – zamierza następnego dnia wypłynąć naprawdę daleko w Zatokę by łowić ryby. Manolin w odpowiedzi obiecuje Santiago, że będzie strał się płynąć swoją łodzią w pobliżu łodzi starca tak by gdy ten tylko coś złapie mógł mu pomóc. Następnie obaj zabierają sprzęt i idą do domu starego człowieka. Dom Santiago jest bardzo mały i prosty: znajduje się tam łóżko, stolik i krzesło stojące na brudnej podłodze. Na ścianach wisiał „obrazek Świętego Serca Jezusowego i drugi, przedstawiający Najświętszą Pannę z Cobre”. Kiedyś wisiało tam również zdjęcie jego zmarłej żony, jednak patrząc na nią starzec czuł się zbyt samotny. Gdy chłopiec i starzec weszli do mieszkania przeprowadzili rytualną fikcyjną rozmowę: chłopiec zapytał Santiago czy ma co jeść – ten odparł że ma jeszcze garnek żółtego ryżu i rybę, następnie starzec poprosił go by ten wziął siatkę na sardynki (również fikcyjną). Wtem starzec wyciągnął gazetę i rozpoczął z chłopcem dyskusję o baseballu – którym mimo sędziwego wieku osiemdziesięciu pięciu lat wciąż się interesował. Santiago opowiada z wielkim entuzjazmem o Joe DiMaggio. Manolin wychodzi z chaty, a Santiago zapada w sen. Gdy chłopiec wraca budzi „starego człowieka”. Obaj zjadają posiłek, który przyniósł młodzieniec. Podczas wspólnego obiadu chłopak uświadamia sobie w jakiej nędzy żyje starzec i przypomina sobie, że musi przynieść mu koszule, buty, kurtkę i jakiś koc na zbliżającą się zimę. Manolin ponownie rozmawiają o baseballu. Jak zwykle dyskusja sprowadza się do ulubionego zawodnika starca Joe DiMaggio, który grał w drużynie Jankesów z Nowego Yorku. Podczas tej wspólnej rozmowy chłopiec nazywa Santiago najlepszym rybakiem. Ten dziękuje mu za ten komplement, stwierdza jednak iż jest wielu lepszych rybaków od niego. Następnie Manolin stwierdza, że jest już późno i starzec powinien położyć się spać jeżeli myśli o jutrzejszej wyprawie. Chłopak wychodzi, Santiago zapada w sen. Santiago śni o Afryce do której za młodu pływał jako pomocnik na jednej z łodzi. W snach wspominał lwy, które widział na afrykańskich plażach. Następnego dnia budzi się przed świtem, idzie do chaty chłopca, a następnie wraz z nim do przystani. Tam wypijają razem kawę. Chłopiec przynosi sardynki dla „starego człowieka”. Następnie życzy Santiago powodzenia. „Stary człowiek” wypływa w morze. Santiago wyrusza z samego rana, jeszcze przed świtem w morze. Manolin obserwuje odpływającego od brzegu starca. Stary człowiek wiosłuje, pozostawia brzeg w oddali, a wraz z nim zapach lądu. Wpływa w świeży poranny zapach oceanu. Wkrótce Santiago dopływa do miejsca, które rybacy nazywają „wielką studnią”. Był to rów głęboki na siedemset sążni na który woda nanosiła małe rybki, krewetki i kałamarnice. Przepływając tędy Santiago obserwował latające ryby, które osobiście bardzo lubił i ptaki rybitwy. Ptaków tych było starcowi bardzo żal. „Ptaki mają cięższe życie niż my, z wyjątkiem drapieżników i tych dużych, silnych. Dlaczego stworzono ptaki tak kruche i wątłe jak te jaskółki morskie, jeżeli ocean potrafi być tak okrutny? Jest dobry i bardzo piękny. Ale umie też być okrutny, a przychodzi to nagle, i takie ptaki, co latają muskając wodę i polując, i mają słabe, smutne głosy, są za delikatne na morze”. Santiago rozmyśla o morzu, tłumaczy iż jedni nazywają je „la mar” (ci którzy kochają morze) , a inni „le mar” (ci dla których jest ono wrogiem i przeciwnikiem). On zawsze używał do określenia morza rodzaju żeńskiego, traktował je jak kobietę. Według niego „la mar”: „udziela albo odmawia wielkich łask, a jeśli robi rzeczy straszne i złe, to dlatego, że nie może inaczej”. Santiago płynie dalej, niesiony morskim prądem, zostawia w tyle „wielką studnię” gdzie ostatnio miał nieudany połów. Liczy, że wśród ławicy bonito i albacore uda mu się zdobyć jakąś wielką sztukę. Tuż przed wschodem słońca Santiago zarzuca cztery przynęty – dwa małe tuńczyki (albacore’y) I dwie makrele. Stary człowiek zamocował cały sprzęt bardzo dokładnie i z dużą precyzję, tak by prąd nie znosił haczyków. Santiago wiedział, że jeżeli chce się coś osiągnąć należy być na to przygotowanym by nie umknęło nam to z rąk – w tym przypadku ryba. Santiago przez, krótki czas dostrzegał w oddali inne kutry rybackie, ale już wkrótce znalazł się na tyle daleko od brzegu by być sam z morzem. Wtem dostrzega sokoła morskiego, zatacza on nad wodą kręgi i wydaje się jakby coś śledził. Starzec przypuszcza, że ptak musi wskazywać mu rybę. Płynie więc w jego kierunku. Dostrzega tam ławicę latających ryb. Sokół nurkuje i próbuje je złapać. Ryby okazują się być jednak dla niego zbyt szybkie i za każdym razem wymykają mu się. Wśród latających ryb Santiago dostrzega ławicę delfinów. Zarzuca linki próbując złowić jakąś rybę. Jednak zarówno dla niego jak i dla sokoła morskiego ławica porusza się zbyt szybko. Saniago płynie dalej w nadziei, że w końcu uda mu się odnaleźć wielką rybę na którą poluje. Santiago dopływa do sporej ławicy planktonu, zarzuca tam sieci podejrzewając że jest to idealne środowisko do życia ryb. Za każdym razem jednak gdy wyciąga sieć natrafia na meduzy. Wywołują one w starcu ogromny gniew, poparzony przez meduzy krzyczy „Aqua mola. Ty kurwo”. Santiago uważał meduzy za naprawdę piękne jednak równie zdradzieckie żyjątka. Lubił patrzeć jak duże żółwie morskie zjadają meduzy. Santiago mówi pochlebnie o żółwiach morskich, wyraża również swoje współczucie do tych stworzeń tłumacząc: „że większość ludzi jest bez serca wobec żółwi morskich, których serce potrafi bić jeszcze godzinami po ich wypatroszeniu”. Mówił o sobie: „I ja też mam takie serce, a nasze ręce i nogi są do siebie podobne”. Santiago zauważa ptaka ponownie i przypuszcza, ze ponownie znalazł on ryby. Tym razem zauważa ławice małych tuńczyków. Widzi sokoła morskiego nurkującego w wodzie, polując na rybki. Podpływa na to miejsce i zarzuca linki, po chwili wyciąga małego tuńczyka. Zabija rybkę jednym pałką, by ta nie męczyła się zbyt długo. Wtem stary człowiek uświadamia sobie, że mówi do siebie na głos. Jeszcze za młodu był nauczony, że ważną cnotą rybaka jest nie mówić niepotrzebnie do morza i starał się to szanować. Teraz jednak często zdarza mu się wyrażać swoje myśli na głos, nie zważa już tak jak dawniej na to że ludzie mogą go przez to za wariata. Nagle Santiago odczuwa silne szarpnięcie na jednej z zarzuconych wcześniej linek. Santiago jest już bardzo daleko od brzegu, właśnie mija 85 dzień nieudanych połowów. Nagle starzec zauważa szarpnięcie na jednym patyków do których przymocowane były linki. Pierwsze szarpnięcie było gwałtowne, drugie już bardziej spokojne – to marlin na głębokości stu sążni złapał przynętą – małą sardynkę. Santiago szybko wywnioskowuje, że ryba musi być dużych rozmiarów. Przez chwilę ryba zagryzała haczyk bokiem, starzec zdawał sobie z tego sprawę i czekał cierpliwie, aż połknie cały hak z przynętą. Santiago krzycząc na głos zachęcał rybę by ta złapała mocniej zawieszonego na lince sardynkę, a następnie chwyciła tuńczyka wiszącego na drugiej lince. W końcu po wielu nieśmiałych atakach marlin pochwycił przynęty. Po odczekaniu chwili, gdy ryba połknęła już cały hak Santiago zaczął mocno ciągnąć linkę do siebie tak by marlin wypłynął na powierzchnię i by mógł w niego wbić harp. „Wypłyń gładko i pozwól, żebym wbił w ciebie harpu.”. Ryba okazuje się jednak zbyt silna i starzec nie jest jej w stanie przyciągnąć, wręcz przeciwnie to marlin zaczyna ciągnąć starca i łódkę. Płyną powoli w kierunku północnozachodnim. Starzec żałuje, że nie ma przy nim Manolina, który mógłby mu pomóc w wyciągnięciu zdobyczy. Santiago trzyma linkę w dłoniach, lekko ją poluzowując nie może jej przymocować do łodzi gdyż marlin przy sowim zrywie mógłby oderwać patyk i wymknąć się starcowi. Stary człowiek ma nadzieje, że ryba się w końcu zmęczy. Nie wie wciąż co zrobi jeżeli ryba nie wypłynie na wierzch lub pójdzie wgłąb morza, ale puki co nie przejmuje się tym. Ryba Po czterech godzinach ryba wciąż płynie stabilnie w kierunku morza ciągnąc za sobą łódkę. Stary wciąż kurczowo ściska linkę przewieszoną przez jego plecy. Słońce zachodzi, marlin wciąż płynie w tym samym kierunku, Santiago już w ogóle nie dostrzega brzegu – znalazł się na otwartym morzu. Ostatecznie wszystko utkwiło w martwym punkcie, marlin płynął spokojnie ciągnąć za sobą łódkę, a starzec trzymając linkę podążał za rybą. „Nie mogę nic z nim zrobić i on nie może nic zrobić ze mną. Przynajmniej dopóki będzie dalej tak postępował”. Po raz kolejny żałował, że nie ma z nim chłopca, uważał iż nikt w jego wieku nie powinien być sam. Jednak było to nieuniknione. Nocą pod jego łódź podpływają dwa delfiny. Jest to figlująca ze sobą para samca i samicy. Bardzo wzruszył się na ich widok. W ogóle uważał delfiny podobnie jak latające ryby za swoich braci. Wobec tego zdarzenia starzec przypomina sobie sytuację, która miało miejsce podczas jednych z łowów. Był wtedy z chłopcem (Manolin) udało im się złapać samicę marlina. Samiec marlina – najprawdopodobniej partner złapanej samicy – zdesperowany, nerwowo pływał wokół łodzi. W pewnym momencie nawet wyskoczył wysoko nad powierzchnię wody i spostrzegł do wnętrza łodzi. Gdy zobaczył swoją partnerkę zniknął w głębi oceanu. Było to jedno z najsmutniejszych doświadczeń jakie przeżył Santiago. Zrobiło mu się wtedy żal złapanej ryby i czym prędzej zabił ją by nie musiała się niepotrzebnie męczyć. Nagle coś pochwyciło inną z jego przynęt zawieszoną na jednej z linek. Santiago po raz kolejny westchnął i zaczął żałować, że nie ma z nim chłopca, który mógłby doglądać tamtej linki. Wiedząc, że nie może zajmować się dwoma zdobyczami na raz postanowił odciać drugą linkę. Gdy odcinał jedną z linek, marlin szarpną mocniej przewracając Santiago. Ten rozciął sobie łuk brwiowy. Mimo to szybko się podniósł, a rana po chwili zabliźniła się. Wyrażając swoją determinację w chęci złapania marlina Santiago wypowiedział spokojnym głosem: „Rybo,... zostanę z tobą, póki nie umrę”. Dzień Drugi O wschodzie słońca „stary człowiek” zauważył, że płyną teraz na północ. Ryba nieco zwolniła. Z jednej strony chciał aby marlin wyskoczył na powierzchnię – mógłby wtenczas wcześniej pochwycić swoją zdobycz, z drugiej strony obawiał się, że podczas takiego wyskoku ryba może zgubić haczyk i wymknąć się mu z rąk – dlatego między innymi by nie poszerzać rany starał się nie ciągnąć zbyt mocno za linkę. Po raz kolejny wyraził sój cel działania: „Rybo,... Kocham cię i szanuję bardzo. Ale zabiję cię, nim ten dzień się skończy”. Nagle nadleciał mały ptaszek (drozd), usiadł na naprężonej lince, trzymanej przez starca. Gdy Santiago zaczyna coś mówić do ptaszka, marlin szarpnął mocno, przechylając łódź. „Stary człowiek” upadł na dziób łodzi rozcinając sobie rękę. Santiago jest zły na siebie, ze pozwolił rybie na takie zachowanie, wie iż niepotrzebnie skupił swoją uwagę na ptaszku zamiast na pracy, którą wykonuje. Zanurzył rozciętą rękę w wodzie, by ją przemyć. Następnie postanowił coś zjeść by nie brakło mu sił w walce z marlinem. Posilił się tuńczykiem, którego wcześniej udało mu się złapać. Pokroił rybę na sześć kawałków. Jego lewą ręka, którą trzymał linkę złapał skurcz. Starzec za spożywając każdy z kawałków ryby zadawał pytanie swojej zesztywniałej ręce czy ma się teraz lepiej. W ten sposób zjadł wszystkie sześć kawałków ryby w nadziei, że ta przywróci mu siły na decydujące zmaganie z marlinem. Santiago zastanawia się nad swoim osamotnieniem. Jest otoczony przez nieskończoną głębię oceanu. Po chwili jednak zauważył dzikie kaczki na niebie. Uświadomił sobie obecność marlina. W końcu stwierdził, że na morzu nikt nie jest samotny. Skurcz w lewej ręce wciąż się utrzymywał, wykonywał teraz czynności tylko prawą dłonią. Następnie rozważał upokarzający skurcz swojej lewej ręki i jego bezsilność wobec własnego ciała. Nagle marlin wynurzył się na chwilę z wody by potem zanurkować w niej z powrotem. Santiago ujrzał rybę dłuższą o 2 stoby od jegło łódki. Był zadziwiony wielością tego stworzenia, uświadomił sobie, że gdyby tylko chciał marlin mógłby zniszczyć jego łódź. Widząc swoją bezsilność wobec wielkości ryby zwraca sie do Boga z prośbą by ten dodał mu sił i rozwiał jego obawy. Dziękował mu, że ryby choć są takimi szlachetnymi stworzeniami nie są mądrzejsze od tych, którzy je łowią. Lewa ręka Santiago, którą złapał skurcz zaczyna się powoli relaksować i rozluźniać by z czasem ponownie wrócić do pełnej sprawności. Stary człowiek nie wiedząc jak długa będą jeszcze trwały jego zmagania z marlinem postanawia zarzucić drugą linkę by złowić jakąś mniejszą, która posłużyłaby mu za pożywienie. Najchętniej życzyłby sobie latające ryby, które smakowały mu nawet surowe. Pod wieczór wyczerpany rozmyśla o baseballu i jego ulubionym zawodniku Joe DiMaggio o maczu Jankesów z Tygrysami i o kontuzji jego idola. Stwierdza, że: „Człowiek niewiele może w porównaniu do wielkich ptaków i zwierząt.” Po zachodzie słońca w swoich rozmyślaniach wspomina własne sukcesy z przeszłości, które mają mu dodać pewności siebie i otuchy w walce z marlinem. Rozmyśla o jego pojedynku na rękę z wielki murzynem w jednej z tawern w Casablance. Zmaganie z przeciwnikiem trwało cały dzień i całą noc. Co jakiś czas zmieniali się jedynie sędziowie. Za młodych lat nazywano go Santiago El Campeon (Santiago mistrz). Ostatecznie bohaterowi udało się odnieść w tym pojedynku zwycięstwo choć gdy zbliżał się już świt następnego dnia wszyscy spodziewali się remisu. Santiago pomyślał sobie wtedy, że może wygrać z każdym. W pewnym momencie Santiago dostrzega na niebie samolot lecący z Havany do Miami, zastanawia się jak musi wyglądać świat widziany z tak wysoka. Wtem starcowi udało się złapać małego delfina, wyciągnął rybę i zarzucił przynętę ponownie na wypadek gdby potrzebował w przyszłości więcej pożywienia. Następnie widząc, że marlin zwolnił postanawia przywiązać dwa wiosła do rufy tak by stawiały one większy opór dla ryby. Jest noc Santiago spogląda w niebo, nazywa gwiazdy swoimi przyjaciółmi. Następnie stwierdza, że ryby też są jego przyjaciółmi. Następnie poraz kolejny zrobiło mu się żal marlina, współczuł mu jego losu. Wiedział, że może on stanowić pokarm dla wielu ludzi, jednak równocześnie uważał iż nikt nie jest tak naprawdę godzien by spożywać mięso tak szlachetnego zwierzęcia. Pocieszał się, że chociaż gwiazd nie musi zabijać. Santiago postanawia trochę wypocząć, wcześniej jednak zanim obmyślił sposób jakby się tu zdrzemnąć wypatroszył delfina i zjadł kilka kawałków mięsa. Następnie owija linkę wokół siebie i układa się w miarę możliwości wygodnie, pozostawiając jednak swoją lewą rękę trzymającą linę – tak by gdy tylko ryba szarpnie mocniej mógł się zbudzić i zapanować nad nią. Wkrótce będąc bardzo zmęczony zasypia. Śni o delfinach, jego wiosce, widzi siebie śpiącego w swej chatce i w końcu o lwach z czasów jego młodości widzianych na afrykańskich plażach – ten ostatni sen cieszy go najbardziej. W końcu z tego przyjemnego snu starca zbudza szarpnięcie marlina, odczuwa je na lince, którą trzyma w swojej prawej ręce. Tym razem ryba wyskakuje kilkakrotnie na ponad poziom wody. Santiago czekał na ten moment przez cały ten czas, dlatego też stara się włożyć jak najwięcej siły w to by ryba nie zerwała mu się z linki. Kosztuje to rybaka sporo, napięta linka rani jego ręce, a szarpnięcia sprawiają, ze kilka krotnie przewraca się na łódce. Szybko jednak odzyskuje równowagę. Kilkakrotnie dostrzega marlina w świetle księżyca, słyszy pluski wody podczas gdy ryba po wyskoku ponownie zanurza się pod wodą. Zdaje sobie sprawę, że ciało marlina napełniło się powietrzem i teraz gdyby nawet umarł to nie pójdzie na dno. Merlin zaczyna zataczać kręgi, starzec wie iż rozpoczyna się decydujące zmaganie z olbrzymem. Dzień Trzeci Wschód słońca. Ryba wciąż zatacza kręgi. Pierwsze z nich są bardzo duże. jednak linka nie jest już tak napięta jak wcześniej. Santiago powoli przyciąga ją do siebie powodując, że marlin zatacza coraz mniejsze kręgi. Stary człowiek jest bardzo zmęczony, cały zalany potem, w pewnym momencie by nie zesłabnąć robi sobie, krótki odpoczynek. Następnie wraca do przyciągania linki. Marlin w końcu po kilku okrążeniach zbliża się do łódki. Starzec zdumiewa się jego wielkością. Siłuje się z rybą jeszcze przez chwilę. W końcu spragniony, wysuszonymi z braku wody wargami mówi do ryby: „Zabijasz mnie... Ale masz do tego prawo. Nigdym nie widział nic większego, piękniejszego, bardziej spokojnego i szlachetnego od ciebie, bracie. Przyjdź i zabij mnie. Wszystko mi jedno, kto kogo zabije”. Ostatecznie gdy ryba zbliża się odpowiednio blisko łodzi Santiago łapie za harpun i wbija go w bok marlina. Pobudzona bólem ryba wydaje ostatnie znaki życia. Marlin „wzbił się wysoko nad wodę, ukazując całą swą wielką długość i objętość, całą swą moc i piękno. Zdawało się, że zawisł w powietrzu nad starym rybakiem w łodzi”. Następnie wpada z hukiem do wody, która rozpryskując się oślepia starca. Wtem Santiago dostrzega pokonaną bestię dryfującą brzuchem do góry na morzu. Dookoła roztacza się purpurowy kolor na jaki zabarwiła wodę krew marlina. Santiago jest dumny ze swojej zdobyczy, jednocześnie zdaje sobie sprawę, że nie będzie w stanie umieścić jej w łodzi ze względu na wielość ryby. Postanawia ją holować i bronić przed atakami rekinów. Santiago po przymocowaniu ryby zaczyna płynąć w kierunku lądu, wie że musi się udać w kierunku południowo zachodnim. Drogę powrotną wskazują mu powiewy pasatów. Po godzinie od pokonania marlina przy łodzi starca pojawia się pierwszy rekin. Gdy tylko drapieżnik znalazł się odpowiednio blisko mężczyzna przygotował harpun. Santiago miał nadzieję, ze uda mu się zabić rekina zanim ten rozszarpie jego zdobycz na kawałki. Podczas gdy drapieżnik wynurza się z wody by wbić swoje szczeki w ciało marlina starzec wbija mu harpun w głowę. Co prawda zabija rekina, jednak równocześnie traci około czterdzieści funtów swojej zdobyczy. Rekin opadając na dno oceanu zabrał również starcowi harpun i pociągnął za sobą linkę. Ze zranionego marlina ponownie tryska krew. Santiago obawia się, że na zapach krwi wkrótce zjawią się kolejne drapieżne rekiny. Starzec obawia się już spoglądać na swoją zdobycz, gdy ta została zaatakowana przez rekina i zraniona poczuł się jakby ktoś zranił również jego duszę. W końcu jednak stwierdził, że „człowiek nie jest stworzony do klęski (…) Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać”. Przez chwilę Santiago zaczyna się zastanawiać nad moralnym aspektem zabicia marlina. Zadaje sobie w duszy pytanie czy zabicie tak wspaniałej ryby jest grzechem. Początkowo stwierdza, że zrobił to przecież by nakarmić siebie i innych ludzi i gdyby wszystko uogólniać w ten sposób to każde działanie jakie podejmuje człowiek ocierałoby się o grzech. W końcu jednak uświadamia sobie, że jego intencją nie było jedynie zabicie marlina dla pożywienia, ale przede wszystkim dla dumy. „ Zabiłeś go z dumy i dlatego, że jesteś rybakiem. Kochałeś go, kiedy żył, i kochałeś go potem. Jeżeli go kochasz, nie jest grzechem go zabić. Czy też jest jeszcze większym?”. W odróżnieniu od marlina zabicie rekina nie wywoływało w nim wyrzutów sumienia, uznawał je za zwykły akt samoobrony. Po chwili jednak przerwał te rozmyślania by skupić się na najważniejszym celu jaki stanął teraz przed nim czyli doholowaniu zdobyczy do brzegu. Po dwóch godzinach pojawił się kolejny rekin. Po tym jak starzec stracił harpun by zabić poprzedniego drapieżnika przygotował sobie nowe narzędzie obrony. Do jednego z wioseł przymocował swój nóż rybacki. Swoją nową bronią próbował odstraszyć rekina. Pierwszego rekina udaje mu się zabić bez problemu. Jednak gdy to uczynił wkrótce pojawił się następny. Tym razem drapieżnikowi udało się obszarpać kawałek mięsa z ciała marlina. Drugi rekin pływał pod łodzią i mógł bez żadnej trudności rozszarpywać zdobycz rybaka. Z biegiem czasu starcowi udaje się zabić i tego drapieżnika. Santiago współczując marlinowi, przeprasza go za okaleczenia, które musi doznawać. Stwierdza, że lepiej gdyby nigdy nie udało mu się go złapać i że w ogóle nie potrzebnie zapuszczał się tak daleko w morze. Następnie sprawdził swoją broń, poprawił mocowanie noża do wiosła. Santiago zmęczony i pozbawiony nadziei, spodziewając się kolejnych ataków rekinów siada na łodzi i cierpliwie wyczekuje drapieżników. Przez pewien czas staremu człowiekowi skutecznie udaje się walczyć z podpływającymi rekinami, aż do momentu gdy ostrze jego noża ulega złamaniu. Zbliża się zachód słońca, a z jego nastaniem pojawia się coraz więcej drapieżników. Stary rybak ma przy sobie już tylko pałkę, którą posługuje się do zabijania rekinów, albo przynajmniej do ich odstraszania. Gdy dwa kolejne zbliżają się do marlina i rozszarpują jego ciało stary serią ciosów wydaną za pomocą owej pałki zabija drapieżniki. Nie spogląda już na rybę gdyż widok jej rozszarpanego ciała wywołuje w nim cierpienie. Zapada noc, Santiago dostrzega światła Havany, które wskazują mu drogę do brzegu. Po raz kolejny przeprasza rybę. Sądzi, że gdyby była żywa potrafiłaby dużo lepiej obronić się przed rekinami niż on to robił. Żałuje, że nie wykorzystał w walce z drapieżnikami jej miecza, gdy miał jeszcze nóż i mógł go odciąć. Około dziesiątej widzi już wyraźnie oświetlone ulice Havany. Rybakowi została już tylko połowa ryby, życzył sobie by udało mu się dowieść ją w takim stanie do brzegu. Jednak gdy zbliżyła się północ pojawiły się kolejne rekiny. Było ich bardzo dużo, Santiago nie miał już jak bronić swojej zdobyczy. Gdy desperacko próbował walić rekiny pałką, jeden z nich porwał jego ostatnią broń. Potem widział już tylko jak stado drapieżników rozszarpuje doszczętnie marlina. Ze zdobyczy pozostaje jedynie szkielet. Gdy podpływa ostatni rekin nie ma już tak naprawdę co zjeść, w końcu rozszarpuje nawet szkielet. Stary rybak już nawet nie spogląda na swoją zdobycz, zaczyna wiosłować w kierunku brzegu, cieszy się, że choć jego stara łódź dobrze się spisała. W środku nocy przybywa do przystani. Wszyscy o tej porze już śpią. Nie mając nikogo do pomocy sam wpycha łódź na brzeg. Gdy zwinął maszt i próbował wydostać się z łodzi zdał sobie sprawę jak bardzo jest zmęczony. Przez chwile przysiadł jeszcze w łodzi z masztem opartym o swoje plecy i spoglądał na pobliską drogę. Następnie ruszył w kierunku swojej chaty, musiał po drodze pięciokrotnie przysiadać gdyż był tak wyczerpany. Gdy tylko wszedł do swojego domu, padł na łóżko i zasnął. Do lepianki starca z samego rana przybył Manolin, zastał Santiago gdy ten jeszcze spał. Widząc zmęczonego rybaka chłopiec udał się szybko przynieść mu kawę. Po drodze widzi innych rybaków zebranych dookoła łodzi. Mierzyli oni długiego na osiemnaście stóp marlina. Gdy Manolin wraca do chatki, Santiago już nie śpi. Przez chwilę obaj rozmawiają. Gdy chłopiec oferuje starcowi, że teraz wspólnie będą łowić ryby ten odpowiada mu, że nie ma to sensu gdyż szczęście opuściło go już na dobre. Chłopie jednak pociesza go i mówi, że to on będzie teraz gwarantem szczęścia podczas wspólnych połowów. Ostatecznie Santiago zgadza się na jego propozycję. Wtem chłopiec wychodzi by przynieść „staremu człowiekowi” coś do jedzenia i ubrania. Po południu jedna z turystek znajdująca się na Tarasie przy wybrzeżu zaintrygowana widokiem wielkiego szkieletu – spytała się kelnera w pobliskiej restauracji cóż to takiego. W łamanym angielskim kelner wyjęknął, że to rekin myśląc iż turystka zrozumie czym są tak naprawdę szczątki dryfujące w wodzie. Turystka odparła na to, że nigdy nie widziała rekina z tak pięknym ogonem. Międzyczasie Santiago powraca do chaty starego. „...stary rybak spał znowu. Spał wciąż na brzuchu, a chłopiec siedział obok i wpatrywał się w niego. „ autor tłumaczenia: Michał Ziobro oryginalna wersja streszczenia: Opowiadanie pt.: Stary człowiek i morze powstało w 1951 roku w oparciu o opowieść starego Kubańczyka i własne doświadczenia pisarza – sam przebywał na Kubie i uczył się łowić marliny. Zostało ono przyjęte z rozgłosem i entuzjazmem. Akcja utworu rozgrywa się u wybrzeży Kuby w ciągu czterech dni września – miesiąca huraganów, „w którym przychodzą wielkie ryby”. Opowiadanie to ma bardzo prostą fabułę. „Jest nią historia starego rybaka mieszkającego na wschodnim wybrzeżu Kuby i łowiącego ryby w Golfsztromie. Stary rybak nie złowił od dawna żadnej ryby, mija właśnie osiemdziesiąty czwarty dzień jego niepowodzeń, gdy wypływa ponownie na połów. Tym razem postanawia jednak wypłynąć daleko poza zwyczajowo przyjętą przez miejscowych linię przybrzeżnych wód, postanawia popróbować szczęścia w niebezpiecznym oddaleniu od ludzi i od ich spraw. Tam poszukuje swego celu – wielkiej ryby.” („Ernest Hemingway”, Maciej Szybist) Spełnia się długo wyczekiwany moment – w południe osiemdziesiątego piątego dnia bez „zdobyczy” – Santiago czuje szarpnięcie linki. Rozpoczyna się trzydniowa walka człowieka z rybą. Marlin ciągnie łódź rybaka za sobą, oddalając ją coraz bardziej od lądu. Stary pozostaje sam w obliczu wielkiej ryby i natury. Postanawia jednak, że się nie podda i za wszelką cenę zabije marlina, mimo iż ten jest o dwie stopy dłuższy od łodzi rybaka. Santiago jako doświadczony rybak przewiduje każde zachowanie ryby, choć czuje, że i ona jest mądra i wie jak go zmęczyć. Podejrzewa, że kiedyś już musiała mieć do czynienia z jakimś rybakiem, przy okazji wspomina swoje połowy i ból jaki mu sprawiało zabicie każdej ryby. Santiago uważa, że ryby, ptaki morskie i żółwie są naszymi przyjaciółmi, naszymi braćmi. W czasie walki stary rybak zachowuje zimną krew, mimo że w dzień dokucza mu skwar słońca, a w nocy przenikliwe zimno; lewa ręka doznaje skurczu mięśni. Jednak nie załamuje się, z ufnością powtarza : „przecież jednak się rozkurczy…musi się rozkurczyć! To jest niegodne, żeby była drętwa!” Pełen determinacji rezygnuje również ze snu, opasany liną, na końcu której jest ryba. Czuwa noc i dzień. W czasie wyprawy bardzo brakuje mu chłopca – jego pomocnika, któremu rodzice zabronili pływać z Santiago, gdyż ten wraca z połowów z pustymi rękami. Brakuje mu również radia, niestety go na nie nie stać, a także wiadomości o jego ukochanym baseballu. Myśl o jego idolu – baseballiście Di Maggio dodaje mu sił w walce. Przez cały czas starzec prowadzi dialog ze sobą, wypowiada różne myśli, snuje refleksje, którymi krzepi swój umysł i serce. Wbrew siłom przyrody mówi z całym przekonaniem: ”przecież go zabiję. W całej wielkości i chwale (…) pokażę mu, co potrafi człowiek i co człowiek może wytrzymać.”Dla dodania sobie pewności i wiary wspomina spektakularne zwycięstwo nad najsilniejszym w Casablance Murzynem. Stoczyli oni kiedyś walkę na rękę trwającą kilkanaście godzin, kiedy już żądano uznania remisu „Stary zebrał wszystkie siły i przegiął rękę Murzyna w dół”, odnosząc zwycięstwo. Pokonał go nie tyle silą mięśni, co siłą woli. „Doszedł do wniosku, że może pokonać każdego, jeżeli dostatecznie się uprze…” Teraz podobną walkę toczy na morzu. Nie walczy jedynie z rybą, ale także z własnymi słabościami, starością i prześladującym go pechem. Walczy z żywiołem, własną ułomną fizycznością, przezwycięża własne zmęczenie, czyni wszystko by przetrwać i zachować honor. Narzuca sobie pewien rygor, jest wewnętrznie zdyscyplinowany, każdy ruch podporządkowuje kontroli nad rybą. Podczas kilkudziesięciu godzin walki nie ma chwili zwątpienia, nie pada z jego ust słowo skargi. Mimo iż ręce krwawią i męczy go dokuczliwy ból oraz zawroty głowy, powtarza sobie „…potrafię wytrzymać. Musisz wytrzymać. Nawet nie ma o czym gadać. Bądź spokojny i silny, mój stary”. Mobilizuje swoje ciało do nadludzkiego wysiłku: „Ciągnijcie, ręce, wytrzymajcie nogi. Wytrwaj głowo. Nigdy mnie nie zawiodłaś”. Nie użala się nad sobą i swoim losem, żal mu jedynie ryby. strona: - 1 - - 2 - Autor: Ernest Hemingway Tytuł: Stary człowiek i morze Tytuł oryginalny: The Old Man and the Sea Liczba stron: 100 Czas czytania: 3 godziny Moja opinia: O książce słyszał chyba każdy, a jeśli nie to na pewno będzie zmuszony ja przeczytać. Po przeczytaniu tej książki i omówieniu jej stwierdziła, że są lektury, które rozumiesz dopiero po omówieniu. Tak jest i z tą książką. Autor dostał Nagrodę Nobla, ale ta nagroda była na pewno za wytrwałość w dążeniu do celu, ponieważ poprawiał tą nowele aż 200 razy. W co do dziś nie mogę uwierzyć. W utworze poznajemy Santiago starego rybaka z którego wyśmiewają się wszyscy z wioski. Bohater, aby do wieść mieszkańcom wioski oraz sobie,że wcale nie jest za stary i słaby, aby złowić wielką rybę wyrusza w morze. Pod czas połowu złapał wielkiego Merlina i tutaj zaczyna się jego katorga i heroiczna walka z rybą. Czytelnik przez 80 stron noweli czytał opisy i poczynania Santiago na bezmiernym oceanie. Było to straszne i bardzo nudne, naziewałam się przy niej za wszystkie czasy. Wcale nie żałuje poświęconego czasu tej książce. Każda książka nawet ta najnudniejsza tym bardziej noblisty ma swoje wartości ta również. Uczy dążenia do celu, zawsze jest szansa, człowiek może zrobić więcej niż jest wstanie i tego,że po każdym upadku trzeba się podnieść, ponieważ nie ważne ile razy upadasz,ale ile razy wstajesz i idziesz nie jest stworzony do klęski. Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać. Po mimo wielu ukrytych (niestety) zalet tej noweli nie polecę jej na pewno żadnego ucznia ona go nie się jakie są inne nowele pana Hemingwaya. Zawsze nazywał w myśli morze: la mar, bo tak nazywają je ludzie po hiszpańsku, gdy je kochają, mówią o nim złe słowa, ale zawsze tak, jakby chodziło o kobietę. Niektórzy młodzi rybacy [...] mówili o nim el mar, co jest rodzaju męskiego. Mówili o nim jak o przeciwniku bądź miejscu, bądź nawet wrogu. Ale stary zawsze myślał o nim w rodzaju żeńskim, jako o czymś, co udziela albo odmawia wielkich łask, a jeśli robi rzeczy straszne i złe, to dlatego, że nie może inaczej. "Księżyc działa na nią jak na kobietę" - myślał. Stary człowiek i morze "Laureat Oscara, Anthony Quinn jest doskonały w roli Santiago"PeopleEkranizacja słynnej powieści Ernesta Hemingwaya pod tym samym tytułem. W roli głównej wystąpił Anthony Quinn, dwukrotny laureat nagrody Oscara, aktor znany z takich filmów jak: Działa Navarony, Grek Zorba czy Lawrence z Santiago, najlepszego rybaka w osadzie, od 84 dni są puste. Mieszkańcy mówią, że jest już za stary, że stracił już swoje szczęście. Jego córka twierdzi, że Santiago powinien już skończyć z łowieniem i zamieszkać z nią w Hawanie. Mimo swojego wieku, Santiago nie jest jednak strudzony. Nie zamierza się poddać. Chce udowodnić, że wszyscy, którzy tak mówią są w w morze. Jeszcze dalej niż kiedykolwiek dotąd. Kategorie: Filmy » Dramaty Scenariusz: Roger O. Hirson Muzyka: Broughton Bruce Język wydania: polski,angielski EAN: 5903560914105 Wymiary: Waga: Czas trwania: 1:33:00 Nośniki: #1: Stary człowiek i morze (DVD VIDEO) Sposób dostarczenia produktu fizycznego Sposoby i terminy dostawy: Odbiór osobisty w księgarni PWN - dostawa do 3 dni robocze InPost Paczkomaty 24/7 - dostawa 1 dzień roboczy Kurier - dostawa do 2 dni roboczych Poczta Polska (kurier pocztowy oraz odbiór osobisty w Punktach Poczta, Żabka, Orlen, Ruch) - dostawa do 2 dni roboczych ORLEN Paczka - dostawa do 2 dni roboczych Ważne informacje o wysyłce: Nie wysyłamy paczek poza granice Polski. Dostawa do części Paczkomatów InPost oraz opcja odbioru osobistego w księgarniach PWN jest realizowana po uprzednim opłaceniu zamówienia kartą lub przelewem. Całkowity czas oczekiwania na paczkę = termin wysyłki + dostawa wybranym przewoźnikiem. Podane terminy dotyczą wyłącznie dni roboczych (od poniedziałku do piątku, z wyłączeniem dni wolnych od pracy). Choć Ernest Hemingway nie jest obecnie tak popularny jak kilkadziesiąt lat temu, to jego literatura wciąż jest uważana za coś świetnego i doceniana nie tylko przez krytyków, ale też przez część czytelników. Nie ma co się dziwić – amerykański pisarz miał niekwestionowany talent, o czym świadczy szereg powieści i opowiadań, w tym “Stary człowiek i morze z księgarni internetowej“. Dla wielu czytelników tekst ten stanowi jedyny kontakt z twórczością autora. Czy faktycznie jest to najlepsze dzieło Ernesta Hemingwaya? Burzliwy życiorys i twórczość Ernesta Hemingwaya Ernest Hemingway był człowiekiem o burzliwym życiorysie – walczył w II wojnie światowej, relacjonował wojnę domową w Hiszpanii, długo tułał się po świecie, zaliczył kilka nieudanych małżeństw oraz liczne zmiany poglądów. Ostatecznie popełnił samobójstwo w swoim domu w USA, ale wcześniej zdążył stać się bardzo znanym pisarzem, który starał się uciec przed sławą. Jego najbardziej znaną powieścią jest “Komu bije dzwon”, fascynująca historia republikańskich partyzantów, walczących pod koniec wojny domowej w Hiszpanii. Hemingway zainspirował się opowieściami żołnierzy, jakie poznał podczas pobytu w Hiszpanii, a zadaniem krytyków jest to jego najlepsza powieść… Z tym, że “Stary człowiek i morze” wcale nie jest powieścią, lecz opowiadaniem, a wielu literaturoznawców uważa, że to jego najlepszy tekst. Czy Stary człowiek i morze sprawdza się jako lektura szkolna? “Stary człowiek i morze” to dość długie i specyficzne opowiadanie, oparte raczej nie na wartkiej akcji, a na ciekawym klimacie i przemyśleniach głównego bohatera, Santiago. Większość czytelników ma z nim do czynienia w młodości, w ramach obowiązkowej lektury szkolnej. Trudno wtedy docenić specyficzny, powolny styl Hemingwaya, który przecież w tamtym czasie był w literaturze czymś nowym i świeżym. Być może właśnie stąd biorą się głosy krytyczne – “Stary człowiek i morze” z reguły tym bardziej się podoba, im jest się starszym. W końcu dużo łatwiej jest się wtedy utożsamić z postacią Santiago i wczuć się w klimat opowieści o polowaniu na ogromnego marlina!

stary czlowiek i morze ty kurwo